Jak wyreżyserować webcast?


Piotr Maczuga

Rekordziści spędzają w Internecie kilkanaście godzin na dobę, mimo to nawet oni nie mogą skupić się na 40-minutowym webcaście. Podpowiedzi co z tym zrobić, mogą udzielić nam reżyserzy, aktorzy czy radiowcy.

Jednym z powodów dla których wielu trenerów podchodzi do webcastingu sceptycznie jest brak możliwości pełnego zaangażowania uczestnika w proces szkoleniowy, a co za tym idzie – zagrożenie, że będzie on nieskuteczny. Jednak webcast jest nie tylko sposobem na komunikację, ale swoistym utworem audiowizualnym. Podlega więc pewnym prawom, które od lat pozostają niezmienne, choć tak bardzo zmienia się technika.

Problem wiąże się bezpośrednio z tym, że surfując w sieci nie jesteśmy w żaden, fizyczny czy mentalny, sposób związani z konkretną stroną czy usługą. Treść w Internecie bogata jest w elementy, które przyciągają uwagę, choć niewiele ze sobą niosą. Artykuły przedzielane są licznymi nagłówkami, a serwisy informacyjne proponują fotogalerie z kilkuzdaniowymi komentarzami zamiast tradycyjnych tekstów, co jeszcze mniej sprzyja koncentracji. Dzięki temu, zamiast czytać – przeglądamy zawartość. Taki sposób odbioru odpowiada potrzebom obecnego tempa życia. Potrafimy w jednym czasie sprawdzać pocztę, przeglądać ulubione strony, plotkować na tweeterze czy aktualizować bloga.

Koncentruj uwagę swoich widzów
Jak więc zachęcić kogoś do pełnego skupienia przez prawie godzinę? Z tym tematem producenci filmowi mierzyli się już sto lat temu. Udoskonalenia w technice (taśma filmowa o większej czułości, precyzyjnie pracująca kamera itd.) sprawiły, że ambicje reżyserów rosły znacznie szybciej, niż możliwości widzów. I tak co rusz pojawiały się monumentalne trzygodzinne dzieła kina niemego, które od odbiorcy wymagały koncentracji i wewnętrznej siły. Jednak reżyserzy nie wydłużali filmów jedynie poprzez dodanie treści, ale przede wszystkim dzięki opracowaniu swojego własnego języka narracji. Oczywiście, w przypadku filmu sprawa jest prosta, bowiem reżyser operuje nie tylko aktorami, ale i kamerą, a w późniejszym etapie również montażem. Może stopniować plany, za pomocą precyzyjnie dobranych ujęć kierować uwagę widza na najistotniejsze elementy dokładnie wtedy, gdy uważa to za słuszne. Właśnie dlatego o niektórych filmach mówimy, że „trzymają w napięciu”, choć opowiadając ich fabułę słowami, nie potrafimy tego napięcia przekazać.

W przypadku webcastów naszymi sekwencjami, scenami i ujęciami są materiały jakie przekazujemy uczestnikom w trakcie spotkania. To ile slajdów i w jakiej kolejności przekażemy, a także co i w jakiej ilości się na nich znajdzie ma znaczenie nie tylko merytoryczne. Filmowe stopniowanie planów, to przede wszystkim stopniowanie emocji i wiedzy, jaką widz ma w danej sytuacji. W webcastach czasem spotykam się z sytuacją, gdy na dwóch czy trzech planszach podana jest treść, która zapełniłaby cały rozdział książki. Niektórzy trenerzy mają tendencję do przekazywania bardzo dużych ilości wiedzy już od pierwszej minuty. Sugerują się tym, że webcast jest krótki, a temat rozległy. W rezultacie uczestnik dostaje zbyt dużą ilość treści z różnych źródeł (obraz, dźwięk) i od pewnego momentu nie jest już w stanie w pełni uczestniczyć w spotkaniu. Zaczyna być słuchaczem, a nie uczestnikiem, co sprawia, że słucha, ale nie zawsze słyszy.

Z podobnym problemem muszą mierzyć się radiowcy. Przekaz głosowy ma jeszcze tę ważną cechę, która odróżnia go od większości treści dostępnych w Internecie, że jest ściśle związany z czasem nadawania. Gdy trener mówi, to jego głos jest słyszany i odbierany tylko i wyłącznie w danym momencie. Jeśli uczestnik webcastu zgubi się gdziekolwiek, nie ma możliwości kliknięcia przycisku „Wstecz” i ponownego zapoznania się z treścią. Prowadzący pędzi dalej, podobnie jak w radio. Dlatego reżyserzy, szczególnie opracowujący specyficzne gatunki jak teatr radiowy czy książki audio, dokonują swoistej analizy tekstów pod kątem miejsc trudnych dla słuchacza, które mogą być niezrozumiałe i wybić go z rytmu.

Bądź dobrym dyrygentem
Reżyser webcastu, jakim jest trener, powinien pamiętać, że oprócz przekazu głosowego do widza dociera również obraz, zazwyczaj w postaci prezentacji multimedialnej. Redagując ich treść warto zastanowić się czy odpowiadają temu co mówimy (szczególnie ważne, gdy mamy tendencję do częstego odchodzenia od głównych wątków) i nie kierują uwagi na inne tory. Skutecznym rozwiązaniem jest trzymanie się ustalonej treści i unikanie tematów off-topic. Wyobraźmy sobie uroczystą premierę teatralną. Reżyser prowadzi spektakl zgodnie ze swoim założeniem. Ma idealnie dopracowane elementy muzyczne i scenograficzne, aktorzy dokładnie wiedzą, co mają robić. Nikt nie może pozwolić sobie na swobodne reagowanie na odczucia widowni, choć to przecież dla widowni grany jest spektakl. Jednak kunszt i doświadczenie reżysera sprawiają, że nawet nie mając konkretnego wpływu na to co dzieje się na scenie, bawimy się świetnie. Czas na spotkanie z publicznością i odpowiedzi na pytania jest zazwyczaj po spektaklu.

Czy to oznacza, że w webcastingu powinniśmy sprowadzić uczestników do roli obserwatorów? Oczywiście nie. Chodzi jedynie o to, abyśmy to my byli reżyserami naszego spektaklu, a do tego potrzebne jest dobre opracowanie tematu, także pod kątem tego na co i w jakich momentach będziemy pozwalać uczestnikom. W miarę możliwości nie powinno się ich ograniczać jedynie do roli słuchaczy, bowiem to również sprzyja dekoncentracji chyba, że w rolę trenera wciela się wybitny mówca lub autorytet w danej dziedzinie. W większości przypadków tak jednak nie jest. Interakcja jest więc niezbędna zarówno trenerowi, jak i uczestnikom, przy czym tylko i wyłącznie trener ma prawo nią sterować.

Z podobnym problemem od lat mierzy się telewizja, która kojarzy się jako medium wyłącznie jednokierunkowe. Do audycji nadawanych „na żywo” dodaje się jednak często numer telefonu do studia czy czat SMS. Programy nie nadawane bezpośrednio ze studia, a więc zdecydowana większość, wspierają się coraz częściej Internetem: pojawiają się w sieciach społecznościowych, tworzą tematyczne witryny, organizują konkursy dla internautów. Dzięki temu widz ma wrażenie, że posiada choć minimalny wpływ na treść, którą ogląda, a do tego jest stale motywowany do włączenia telewizora.

Pytaj widza o zdanie
Trenerzy podczas sesji webcast mogą również z powodzeniem wykorzystać dostępne dla nich narzędzia, takie jaki czat czy ankiety. O ile czat buduje małą społeczność na czas trwania webcastu i jest dla trenera barometrem pokazującym poziom i kierunek zainteresowania uczestników, tak ankiety są dostępne tylko w momencie wyznaczonym przez prowadzącego. Czasem trenerzy traktują tego typu narzędzia tylko jako elementy sprawdzające wiedzę uczestników i świadomie rezygnują z zadawania im pytań, zdając sobie sprawę, że w trakcie trwania jednej sesji badanie zawarte w ankiecie na niewiele się zda. Czat zaś traktują jako instrument ewentualnej krytyki. Jednak trzeba pamiętać, że tego typu narzędzia mają też swoją drugą rolę: angażują uczestników. Wymagając od nich odpowiedzi nie mamy na celu udowodnienie im niekompetencji, lecz zmuszenie ich do aktywnego słuchania. Podobnie czat: gdy rozmowa tekstowa jest ciekawsza, niż to co ma do przekazania trener, to przypomina to nieco sytuację widzów, którzy nudząc się w teatrze, zaczynają prywatnie ze sobą rozmawiać, przeszkadzając innymi. Jednak nie wynika to tylko i wyłącznie z barku kultury tych osób, ale przede wszystkim z kiepskiej jakości przedstawienia. O ile w teatrze czy na sali kinowej utarły się pewne normy obyczajowe, według których co najmniej niegrzeczne jest rozmawianie w trakcie trwania przedstawienia, tak w webcastach – dając uczestnikom do dyspozycji tak kreatywne narzędzie jakim jest czat, dajmy im również określoną rolę. Jeśli uznamy, że czat służy przede wszystkim do zadawania pytań, to część uczestników automatycznie zaangażuje się w ten proces, a do tego uzyskamy doskonały feedback po zakończeniu spotkania.

W tym wypadku, szczególnie gdy mowa jest o narzędziach intruzywnych, jak quiz czy ankieta, należy z pewną ostrożnością podchodzić do doświadczeń kolegów z telewizji. Ci bowiem mają w zwyczaju przerywać audycję blokiem reklamowym w najciekawszym jej miejscu. W przypadku webcastu poleca się raczej wprowadzenie interakcji między takimi momentami, np. jako podsumowanie jakiegoś rozdziału. Skoro bowiem udało nam się skupić uwagę uczestnika, nie marnujmy jej w głupi sposób.

Mowa jest srebrem, milczenie...
W stacjach radiowych, których format opiera się o słowo mówione, bardzo rzadko zdarza się, żeby tło muzyczne do wypowiedzi stanowiła muzyka. Nie sprzyja to koncentracji i na dłuższą metę bardzo irytuje. W webcastach unika się sytuacji gdy prowadzący emituje muzykę, gdy mówi, ale z punktu widzenia odbiorcy przekaz może być równie irytujący. Mają na to wpływ różnego rodzaju zakłócenia dźwięku spowodowane źle dobranym lub zainstalowanym sprzętem. Choć nam wydaje się to nieistotne, to dla osoby po drugiej stronie każde dmuchnięcie w mikrofon, spłaszczenie dźwięku spowodowane marną jakością sprzętu czy wreszcie zwykłe niedostatki w mowie (mówienie zbyt szybkie lub niewyraźne) jest niezwykle męczące i w skrajnych przypadkach skłania do opuszczenia webcastu. Przywykliśmy do aksamitnego głosu prezenterów radiowych i choć większość trenerów nie jest w stanie nam tego zapewnić, to warto przynajmniej pozbyć się pewnych ograniczeń na które mamy wpływ.

Dotyczy to oczywiście również tego, aby polskie webcasty prowadzić rzeczywiście w języku polskim, mając na uwadze także poprawność wypowiedzi i odpowiednio dobrane słownictwo. Siła telewizji polega też przecież na tym, że nawet audycje naukowe przedstawiane są w sposób przyjemny dla średnio zorientowanego w temacie widza. Oczywiście, webcast może być skierowany do specjalistów w swojej dziedzinie, więc należy dostosować styl do potrzeb odbiorcy, jednak zobaczmy w jaki sposób pisane są dialogi w serialach. Bohaterami są lekarze, policjanci, naukowcy, inżynierowie, a mimo to prawie każdy widz jest w stanie właściwie odebrać przekaz.

Szumy w kanale komunikacyjnym sprawiają, że komunikat wychodzący od nadawcy deformuje się i do odbiorcy dociera niepełny lub zafałszowany. Jednak z teorii komunikacji wiemy, że to właśnie na nadawcy ciąży odpowiedzialność. Nie tylko za to co mówi i jak mówi, ale również, czy zostało to usłyszane i przyswojone w stopniu umożliwiającym poruszanie się dalej w kierunku wyznaczonym przez trenera.

W momencie, gdy komunikacja opiera się głównie na głosie, dekoncentracji sprzyjają też niespodziewane przerwy w przekazie. Głównie spowodowane są one tym, że trener zastanawia się nad treścią następnego akapitu, myśli jak zgrabnie zacząć zdanie, a przecież wystarczy włączyć którąkolwiek stację radiową, aby się przekonać, że w tym medium nie ma miejsca na ciszę. Każda sekunda wzbudza w słuchaczach wewnętrzny niepokój. Już po krótkiej chwili, która dla prowadzącego może być nic nie znaczącą pauzą, część uczestników zastanawia się czy w ogóle sesja przebiega prawidłowo. Niepokój o jakość połączenia odbiera skupienie na temacie. Kilka takich wypadków podczas jednego webcastu może skutecznie zmęczyć uczestników, a w rezultacie nie tylko wpłynąć negatywnie na ich koncentrację, ale i zniechęcić do uczestnictwa w kolejnych spotkaniach.

Najważniejszy jest cel
Czego jeszcze można się dowiedzieć od reżyserów? Przede wszystkim każdy film czy sztuka teatralna dokądś zmierzają. Cel szkolenia to jedno, ale są jeszcze dziesiątki drobnych celów, które musimy realizować po drodze do celu głównego. Aktor, który pierwszy raz czyta scenariusz, szuka w swojej postaci istotnych przemian, a więc celu do którego postać dojdzie lub będzie próbowała dojść w trakcie filmu. Nazywa się to często „łukiem postaci”, bowiem ciekawy bohater rzeczywiście zatacza niewidoczny łuk, dążąc do szczęścia, zemsty czy miłości. Powszechnie uważa się, że postać, która się nie zmienia nie jest ciekawa i również aktorzy unikają takich ról. Jednak, gdy scenariusz jest interesujący, starają się odnaleźć dziesiątki małych celów postaci w każdej scenie, zadając sobie pytanie: czemu mój bohater zachował się w ten czy inny sposób? Co o nim pomyślą inni bohaterowie? Co pomyślą widzowie? Jak to zmieni jego życie? Redagując materiały do sesji webcast warto pochylić się nad każdym slajdem i przeanalizować go pod kątem tego, w jakiej sytuacji znajdzie się widz na początku i na końcu każdego z nich? Jaką wiedzę uzyska? Czy wiedza ta pomoże mu z zrozumieniu dalszej części spotkania, a może zaszkodzi? Oczywiście dotyczy to nie tylko slajdu, ale wszystkich treści, które przekazujemy. Każdy reżyser pracujący z aktorem nad budowaniem postaci wie dobrze, że osiągnięcie małych celów w każdej ze scen (a w filmie fabularnym jest ich przynajmniej sto) prowadzi do celu głównego, który sam w sobie był ciężki do osiągnięcia.

Z takiej współpracy aktorzy i reżyserzy wynoszą również świadomość, że nie warto podawać widzowi wszystkiego od razu „na talerzu”. Czasem trzeba zachować coś dla siebie, również w webcaście. Trener nie musi w sposób sztywny odgrywać roli eksperta i warto czasem zapytać widza o zdanie, nawet jeśli odpowiedź jest ogólnie znana. Przecież wiemy nie od dziś, że najciekawiej dochodzi się do celów, które są wspólne, a żeby takie były musimy najpierw dojść do wspólnych wniosków i drogę, którą jest webcast przejść razem. Przy czym pamiętajmy, że z całego katalogu sztuk audiowizualnych, webcast przypomina bardziej telewizję niż kino. Nie budujmy więc wielopoziomowych intryg i nie zmuszajmy naszego odbiorcy do zbyt wnikliwej analizy. Korzystajmy raczej z doświadczeń, które odnajdziemy w serialach, gdzie treść jest płytka, ale odpowiednio podana, smakuje jak wyborne danie.

I jeszcze jedna ważna rzecz na koniec: wraz z każdym prowadzonym webcastem budujemy własną markę. Warto poświęcić trochę czasu zadbać o to, aby dla naszych uczestników być wyrazistym. Dzięki temu może w niedalekiej przeszłości w wyszukiwarkach przy słowach „webcast” zaczną wpisywać nasze nazwisko.

Piotr Maczuga
Fundacja Obserwatorium Zarządzania